Sukcesy juniorek Górnika. Kontuzja Sylwii Domańskiej

July 24th, 2002

Wakacje to czas wytężonej pracy dla tenisistów. W lecie odbywa się najwięcej turniejów, w których uczestniczą też zawodnicy Górnika Bytom. Juniorki tego klubu rozegrały prestiżowy mecz o awans do grona czterech najlepszych drużyn w Polsce. Bytomianki wygrały u siebie z Mostostalem Zabrze 4:2. Punkty w grach singlowych zdobyły Aleksandra Zdeb i Patrycja Komarska.

Zawodniczki Górnika wygrały też oba deble. Oprócz Zdeb i Komarskiej w drużynie zagrały Natalia Bzdęga, Aneta Turaj i Sylwia Domańska. Juniorki dołączyły do bytomskich zespołów młodzików i skrzatów, które również zagrają w turniejach finałowych MP.

Komarska i Zdeb bardzo dobrze zagrały w mistrzostwach kraju w kategorii kadetek, które odbyły się we Wrocławiu. Wprawdzie obie szybko odpadły w turnieju singlowym, ale o wiele lepiej było w grze podwójnej. Bytomianki dotarły do finału, w którym przegrały po zaciętym boju z Olgą Brózdą i Karoliną Filipiak (AZS Poznań) – 4:6, 6:3, 2:6. W półfinale nasze zawodniczki pokonały parę Warszawianki – Katarzynę Kosińską i Natalię Bubień 4:6, 6:3, 6:0. Kadra regionu śląskiego zajęła w tych mistrzostwach trzecie miejsce. Drużynowo wygrali zawodnicy z województwa mazowieckiego.

Na trzy dni przed wyjazdem do Bydgoszczy na MP juniorów i juniorek nogę skręciła Sylwia Domańska i jej występ okazał się niemożliwy. Dwa brązowe medale z tej imprezy przywiozła Aneta Turaj. Trzecie miejsce w debla bytomianka zajęła wspólnie z wrocławianką Eweliną Pruszko. “Brąz” w grze mieszanej stał się możliwy dzięki wspólnej grze z wrocławianinem – Markiem Pokrywką.

- Szkoda, że Domańska miała takiego pecha, bo medali z mistrzostw juniorów na pewno przywieźlibyśmy więcej – ocenia Dariusz Łukaszewski, trener Górnika. – Sylwia nabawiła się kontuzji w czasie treningu. Powoli wraca do zajęć. Mam nadzieję, że będzie mogła zagrać w finale drużynowych mistrzostw Polski juniorek we wrześniu. Bez niej nasz zespół będzie znacznie osłabiony. Trzymamy teraz kciuki za Grzegorza Panfila, który pojechał do Holandii na mistrzostwa Europy młodzików. Jest w dobrej formie. Może uda mu się dotrzeć do ćwierćfinału.

Od środy kortami Górnika zawładną skrzaty, czyli tenisiści z tej kategorii wiekowej, a na sierpień (10-13) zaplanowano tradycyjny turniej weteranów “Czarne Diamenty”.

Autor artykułu: TOMASZ KUCZYŃSKI

Młodzież na start

July 24th, 2002

Szesnastoosobowa ekipa lekkoatletów CKS Budowlani udaje się na Ogólnopolską Olimpiadę Młodzieży. Od jutra we Wrocławiu częstochowianie walczyć będą w kategorii junior młodszy o olimpijskie medale.

Najwyżej z naszych reprezentantów sklasyfikowana jest w rankingu PZLA Ernesta Tomza, która w biegu na 400 m zajmuje pierwsze miejsce. Wysoko plasuje się także w biegach średnich Aleksandra Jawor. W przygotowaniach przeszkadzają jej, niestety, problemy zdrowotne. Marta Kwasek ma szanse na dobry wynik w chodzie, druga nasza chodziarka to Olga Marczak. W biegach na 3000 m będziemy mieć na olimpiadzie Łukasza Skoczyńskiego i Artura Grzegorczyka. Grzegorz Urbanik pobiegnie na 800 m. Zdaniem trenera Marka Ciuka, powinien dojść przynajmniej do finału. Jarosław Jarosz wystartuje na 2000 m z przeszkodami, Jakub Jelonek i Kamil Kieca w chodzie na 10 km, Radosław Góral na 2000 m z przeszkodami. Krzysztof Grobelak i Arkadiusz Suwalski to nasi dziesięcioboiści. Magdalena Wyleżałek rywalizować będzie w rzucie dyskiem, Martyna Noszczyk w biegach na 100 m i 200 m, Przemysław Nabiałek na 400 przez płotki.

– Po ostatnich zawodach w połowie czerwca część naszej ekipy, która awansowała do Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży w formie nagrody wyjechała do Pforzheim. Byliśmy tam kilka dni, biorąc udział w biegu ulicznym. Zaraz po tym młodzież udała się na obozy, w różne miejsca, w różnych cyklach. Ze względu na specyfikę, gdzie indziej pojechali biegacze średniodystansowi, sprinterzy i wieloboiści. Częstochowska ekipa liczy 15 osób. Biorąc pod uwagę, że z całego województwa na olimpiadę jedzie 71 zawodników, to mamy jako klub niezły bilans – mówi M. Ciuk. – W grupie 15 osób mamy bardzo licznych reprezentantów rocznika 1986, czyli tych, którzy weszli w wiek juniora młodszego i będą startować w tej kategorii jeszcze do przyszłego roku. To efekt dobrej pracy szkoleniowej z młodzikami. Efekty tego były już podczas olimpiady w biegach przełajowych. Nazwiska powtarzają się: Jawor, Kwasek, Marczak, Tomza, Skoczyński, Grzegorczyk, Urbanik, Jarosz, Jelonek, Kieca, Góral. Wszyscy z nich zakwalifikowali się także do olimpiady w przełajach. Kontynuują oni sukcesy wiosenne, również i halowe.
Trener Ciuk wspomina olimpijskie występy młodzieży we Wrocławiu cztery lata temu bardzo mile.

- Mnie jako trenerowi udało się zdobyć tam dwa medale w biegach sztafetowych. Teraz walczyliśmy także o to abyśmy mogli wystartować w sztafetach. Trochę nam brakło. Rok temu mieliśmy w olimpiadzie tylko jeden medal – srebrny, w dziesięcioboju Radosława Drozda. Zawodnik przeszedł już do kategorii junior i zajął w niej w tegorocznych Mistrzostwach Polski piąte miejsce. Będzie to już ósma edycja olimpiady. Największe sukcesy odnieśliśmy w pierwszej. Wygraliśmy wtedy punktację drużynową i przywieźliśmy kilkanaście medali. Startowało nas wtedy ponad 20 osób. Na ten sukces pracowało 12 trenerów. Teraz jest nas znacznie mniej. Gdyby było nas 8-10… Każdy szkoleniowiec coś jest w stanie wykrzesać. Utalentowanej młodzieży nie brakuje. Wielu nie zdaje sobie jednak sprawy z tego, że ma predyspozycje, że mogą być zawodnikami z perspektywami. Przez stadion przewija się tysiące młodych ludzi. Na pozostanie i ciężką pracę, nie licząc się z tym, że są wakacje, stać niewielu. Treningów nie przeprowadza się o 22, kiedy jest już chłodno. Ćwiczy się w porze zawodów. Trzeba być przygotowanym sportowo do warunków, które mogą zaistnieć – dodaje trener Ciuk.

Z częstochowskimi lekkoatletami na stadionie przy ul. Dąbrowskiego trenowała w ubiegłym tygodniu ekipa Płomienia Sosnowiec.

- Po sukcesach makroregionalnych w Bielsku-Białej mieliśmy odpoczynek. Dziewczęta potwierdziły tam minima i osiągnęły najlepszy wynik w Polsce w sztafecie 4×100 m. Jest to konkurencja techniczna i nie będę się wypowiadała na temat naszych szans. Dziewczęta są dobrze przygotowane; mocno pracowały. Na każdym treningu analizujemy wszystkie błędy. Duży sukces zależy od nastawienia psychicznego. One już to przeżywają. Zastanawiają się jak będzie we Wrocławiu. Sprinterki – Dominika Minda (pierwszy wynik w Polsce), Ewelina Frączek – medalistka mistrzostw Polski młodzików i w ubiegłym roku w olimpiadzie. Malwina Całka zrobiła bardzo duży postęp od ubiegłego roku. Płotkarce Asi Kacperkowej brakło 0,01 sek do pierwszej klasy sportowej. Sylwia Jabłońska może liczyć się na 400 m przez płotki. Mamy też silną grupę miotaczy – powiedziała trenerka sprinterek Płomienia Hanna Paszta.

Obie ekipy walczyć będą m.in. o punkty dla województwa śląskiego.

Autor artykułu: KRZYSZTOF SULIGA

Na miejsce w domu pomocy społecznej czeka się nawet kilka lat

July 24th, 2002

Pobyt w Domu Pomocy Społecznej kojarzy się wielu ludziom z największym nieszczęściem, jakie może spotkać człowieka pod koniec życia. Stereotypowo oceniamy to jako odrzucenie ze strony rodziny, pozbycie się zbędnego balastu i wyciszenie wyrzutów sumienia przez przerzucenie odpowiedzialności na odpowiednie instytucje.

Tymczasem nie wszyscy mogą stać się mieszkańcami takich placówek. Do domów pomocy społecznej trafiają ludzie, którzy są przewlekle chorzy i nie potrafią samodzielnie egzystować. Procedura przyjęcia do tego rodzaju placówki jest długa i skomplikowana. Najpierw zainteresowana osoba kieruje prośbę o umieszczenie jej w domu pomocy społecznej do odpowiedniego miejscowo ośrodka pomocy społecznej. Wówczas tego rodzaju placówka wysyła pracownika socjalnego, który przeprowadza wywiad środowiskowy z taką osobą. Sprawdza, czy rzeczywiście nie jest ona w stanie samodzielnie egzystować i potrzebuje całodobowej opieki. Następnie przeprowadzony wywiad środowiskowy z dokumentacja medyczną jest rozpatrywany przez Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie czy Miejskie Centrum Pomocy Rodzinie, które wydają decyzję kwalifikacyjną lub kierującą do domu pomocy społecznej. Na miejsce w ośrodku czeka się… kilka lat.

W Domu Pomocy Społecznej dla Dorosłych przy ul. Dworcowej w Bytomiu mieszkają osoby psychicznie przewlekle chore. Obecnie przebywa tam 160 pacjentów. – Na miejsce w naszej placówce oczekują teraz 62 osoby.
Niektórzy otrzymali decyzje kwalifikacyjne na miejsce na rok 2012 – mówi Jolanta Torbus, dyrektor Domu Pomocy Społecznej dla Dorosłych w Bytomiu. – Dysponujemy 91 etatami – dodaje. Według przepisów na jednego pacjenta powinno przypadać 0,7 pracownika.

Koszt pobytu mieszkańca nie jest niski. Dotacja celowa z budżetu państwa na jednego mieszkańca wynosi 1210 zł, a każdemu pacjentowi pobiera się 70 procent jego dochodu, niezależnie od źródła.

- Wprowadzone są jednak pewne limity. Nie pobiera się więcej niż około 930 zł. Czyli, jeśli osoba ma emeryturę w wysokości na przykład dwóch tysięcy, to nie zabiera się jej 70 procent, ale jedynie te 930 zł – wyjaśnia Krystian Bambynek, dyrektor Domu Pomocy Społecznej “Przyjaźń” w Tarnowskich Górach.

Na miejsce w tym ośrodku, który przyjmuje osoby przewlekle somatycznie chore i niepełnosprawne fizycznie, również czeka się bardzo długo.

- Obecnie mieszka u nas 126 osób, na miejsce czeka 70, a rocznie zwalnia się około 13-15 miejsc – mówi Bambynek. Ośrodek zatrudnia 80 osób, czyli na jednego pacjenta “przypada” około 0,59 pracownika zespołu terapeutyczno-opiekuńczego. – Pracownik pierwszego kontaktu, którego pacjent wybiera lub akceptuje, opracowuje dla niego indywidualny plan wspierania i jest jednocześnie rzecznikiem praw swego pacjenta – wyjaśnia. Każda z tego rodzaju instytucji ma własną misję do spełnienia, która zwykle brzmi, iż jej celem jest pomoc drugiej osobie, stworzenie jej warunków rozwoju, integracja ze środowiskiem lokalnym, co sprowadzić można do zapewnienia godnego życia pomimo choroby i kalectwa.

Autor artykułu: SYLWIA BARWIŃSKA

Nie cichnie spór wokół Hotelu Tychy

July 23rd, 2002

Jeśli Naczelny Sąd Administracyjny wyda decyzję, które będzie zbieżna z naszym stanowiskiem, to w tym momencie miasto Tychy będzie musiało zapłacić naszemu przedsiębiorstwo poważne odszkodowanie. Jeśli zaś NSA wyda decyzję po myśli miasta, to i tak będziemy domagać się odszkodowania. Wtedy jednak nie będzie to dotyczyło nieruchomości, tylko wyposażenia hotelu – mówi Jacek Panas, zarządca komisaryczny Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Usług Turystycznych w Katowicach.

Wczoraj w hotelu Katowice przedstawiciele WPUT zorganizowali konferencję prasową, podczas której przedstawili swoje stanowisko w sprawie przejęcia przez miasto hotelu Tychy.

26 czerwca pracownicy tyskiego magistratu w asyście straży miejskiej i policji rozpoczęli akcji przejmowania obiektu. Obecność służb porządkowych okazała się konieczna, bowiem dotychczasowi gospodarze (WPUT) nie chcieli wydać kluczy do pokoi hotelowych i dokumentów budynku. Dzień później w tyskiej prokuraturze WPUT złożyło zawiadomienie o popełnienie przestępstwa przez zarząd miasta Tychy.

- Działania te można nazwać pierwszym zajazdem trzeciej Rzeczypospolitej. Miasto działa na podstawie decyzji Krajowej Komisji Uwłaszczeniowej. Do naszej firmy decyzja ta dotarła 2 lipca, zaś do Urzędu Miejskiego w Tychach dzień później. Uważamy, że ten dokument została sfałszowany, bowiem na piśmie, które dotarła do UM w Tychach, widniała pieczątka, iż niniejsza decyzja jest prawomocna, a dokument, który do nas dotarł, jej nie posiada. W tej sprawie przygotowany został wniosek do prokuratury o sfałszowanie dokumentów – mówił podczas spotkania Jacek Panas.

Autor artykułu: (bj)

Policja będzie jeździć… skuterami

July 23rd, 2002

Katowickie Oddziały Prewencji otrzymały wczoraj dziesięć skuterów, które już dziś mają pojawić się na ulicach Giszowca. Potem mundurowi objeżdżać będą Tysiąclecie i Brynów. W skład takiego patrolu wejdą dwaj policjanci dysponujący m.in. bronią palną, miotaczami gazu oraz środkami łączności. Gdy zajdzie potrzeba, mogą sami podjąć interwencję lub wezwać na pomoc kolegów w radiowozach.

- Skutery pozwalają dotrzeć tam, gdzie nie mogą wjechać wozy patrolowe. Nie chodzi tutaj oczywiście o ściganie piratów drogowych, gdyż od tego mamy samochody i motocykle, lecz pilnowanie spokoju na osiedlach mieszkaniowych. Obecność umundurowanych funkcjonariuszy odstrasza przestępców, a jednocześnie zwiększa poczucie bezpieczeństwa mieszkańców – tłumaczy podkomisarz Grzegorz Olejniczak z katowickiej policji.

Skutery wyprodukowane przez koncern Peugeot mają silniki o pojemności 49 centymetrów sześciennych. W ich baku mieści się sześć litrów paliwa. Mogą jechać z maksymalną prędkością około 50 kilometrów na godzinę. Jeden kosztuje 5368 zł. Na białych maszynach znajdują się napisy: ,POLICJA”. Kaski mundurowych wyposażone są w słuchawki, aby można było odbierać komunikaty oficera dyżurnego. Pod kierownicą zamontowano specjalny uchwyt na pałki służbowe przydatne np. podczas uspokajania grupy chuliganów.

- Do służby na skuterach przeszkoliliśmy 20 policjantów. Pracować będą przez dwie zmiany. Na ulicach Katowic pojawi się więc pięć dodatkowych dwuosobowych patroli – dodaje podkom. Grzegorz Olejniczak.

Autor artykułu: (mru)

Tramwajarze remontują torowiska w śląskich miastach

July 23rd, 2002

Tramwajarze poprawiali przez ostatnie dni torowisko na ul. Warszawskiej, a teraz są w trakcie naprawy wjazdów i zjazdów na pl. Wolności od strony ul. 3 Maja i ul. Gliwickiej. W najbliższych tygodniach będą też wymieniane tory w ciągu ul. Gliwickiej na odcinku od kina ,Megaplex” aż po ul. Żelazną.

- Obecnie na tym odcinku drogi miasto prowadzi remont wodociągów i kanalizacji. Dopiero po zakończeniu tych prac będziemy mogli przystąpić do naprawy torów, ale i w tym przypadku o tempie robót i ich przebiegu będzie decydowało miasto – wyjaśnia Janusz Mikuła, tymczasowy kierownik Przedsiębiorstwa Komunikacji Tramwajowej w Katowicach.

W przypadku ul. Gliwickiej sytuacja jest dość skomplikowana, bowiem prowadzenie tu robót drogowych powoduje znaczne utrudnienia komunikacyjne.

- Jezdnia jest tu dość wąska i trudno zorganizować objazdy dla samochodów, dlatego prace muszą przebiegać szybko i sprawnie. Mamy nadzieję, że uda się wyremontować do końca roku kolejny odcinek tego torowiska, ale w perspektywie czeka nas wymiana torów aż po pl. Wolności – dodaje kierownik Mikuła.

PKT prowadzi również remont torów na ul. Bytomskiej w Świętochłowicach, ul. Wolności w Zabrzu, a także ul. Konstytucji w Bytomiu. Lada dzień rozpocznie się remont torów na trasie linii nr 6 na wiadukcie w Chorzowie w kierunku Bytomia.

- Liczba remontów jest niezbyt duża, bowiem nie mamy zbyt wielu środków na ich realizację. Wykonujemy głównie prace, które zagrażają bezpiecznej komunikacji lub wymieniamy zwrotnice pracujące zbyt głośno. Mamy nadzieję, że do połowy sierpnia minister skarbu podejmie decyzję o komercjalizacji naszego przedsiębiorstwa. Kiedy będziemy spółką skarbu państwa, będziemy mieli większe możliwości działania – powiedział nam kierownik Mikuła.

Autor artykułu: (BL)

Z Zaolzia

July 19th, 2002

W Zalewie Cierlickim można się kąpać – uznała Powiatowa Stacja Higieny w Karwinie. Sanepid nie miał również zastrzeżeń do czystości wody w basenach w Karwinie, Orłowej, Hawierzowie, Dąbrowie oraz Czeskim Cieszynie.

4-letnie dziewczynka przeżyła upadek z trzeciego piętra kamienicy przy ulicy Kosmonautów w Karwinie. Do wypadku doszło w czwartek w ubiegłym tygodniu. Paulina przebywała kilka dni na leczeniu w szpitalu w Ostrawie i z początku tego tygodnia wróciła do domu. Zdaniem lekarzy, dziecko uratowały krzaki, które zamortyzowały upadek.

Trzech wandali mogło doprowadzić do katastrofy samolotu z 165 pasażerami na pokładzie. Nieletni rozbili oświetlenie lotniska w Ostrawie, a odłamki szkła rozsypali na pasie startowym. Całe szczęście dostatecznie wcześnie szkło zobaczyła na pasie obsługa lotniska i uprzątnęła je. Chwilę potem w Ostrawie wylądował Boeing 737 z pasażerami, którzy wracali z wakacji. “Akt wandalizmu mógł mieć fatalne w skutkach następstwa. Grube szkło mogło bowiem uszkodzić opony albo urządzenia pneumatyczne samolotu” – pisze “Mlada Fronta Dnes”. Policja zatrzymała trzech sprawców. Są nimi 16-latek i dwaj 14-latkowie.

Kongres Rady Polaków w Republice Czeskiej chce, żeby biura turystyczne organizowały wycieczki w miejsca związane z historią Zaolzia, np. na Żwirkowisko do Cierlicka. Przedstawiciele organizacji rozmawiali już w tej sprawie z Polską Izbą Turystyczną.

Redakcja “Głos Ludu”, jedynej polskiej gazety na Zaolziu, otrzyma w przyszłym roku pieniądze na zakup sprzętu komputerowego. Deklarację taką złożył prof. Andrzej Stelmachowski, prezes Stowarzyszenia “Wspólnota Polska”, które pomaga rodakom na całym świecie.

Władze Jabłonkowa zdecydowały o budowie nowego Urzędu Miejskiego. Budynek będzie dwupiętrowy i stanie koło Domu Kultury. Jego budowa zakończy się jeszcze w tym roku. Inwestycję, która pochłonie 17 mln koron w całości finansuje budżet państwa. – W gmachu nowego urzędu znajdą się biura, które przejmą część obowiązków likwidowanych urzędów powiatowych – mówi “Głosowi Ludu” wiceburmistrz Jabłonkowa, Stanisław Jakus.

1,8 mln koron będzie kosztował nowy parking, który powstaje koło budynku Dworca Kolejowego w Trzyńcu. Znajdą się na nim 34 miejsca dla samochodów.

Autor artykułu: (two)

Romowie znowu opuszczają Czechy

July 19th, 2002

Z niektórych okręgów Republiki Czeskiej wyjechało ostatnio za granicę ponad 300 Cyganów. Emigrują również Romowie z regionów ostrawskiego i karwińskiego. Za Olzą trwa dyskusja, czy nie powtórzy się sytuacja z 1997 roku, kiedy z Czech wyjechało kilka tysięcy przedstawicieli romskiej mniejszości. Dokładne oszacowanie skali emigracji jest bardzo trudne, bo Romowie są bardzo zamkniętą społecznością.

Według przedstawicieli cygańskich organizacji, biedniejsi Romowie wyjeżdżają najczęściej do Skandynawii, a bogatsi – Japonii. Miroslav Holub z Demokratycznej Unii Romów powiedział czeskim dziennikarzom z “Mladej Fronty Dnes”, że niektórzy wybierają nawet odległą Nową Zelandię. Podróże opłacają sami. Organizacje romskie nie pomagają w załatwianiu formalności, jednak w Czechach pojawiły się już firmy, które za załatwienie wiz stałego pobytu w Anglii biorą 40 tys. koron.

Ile romskich rodzin opuściło już okręg morawsko-śląski, tego dokładnie nie wiadomo. Z Orłowej wyjechało ostatnio kilku Cyganów do Norwegii i Irlandi. Byli też tacy, którzy wyemigrowali do Holandii.

Największa emigracja Romów z Czech miała miejsce w 1997 roku. “Szukali kraju, w którym już nigdy nie będą poniżani” – pisał wtedy publicysta czeskiego tygodnika “Respekt”. Romowie wyjeżdżali wtedy głównie do Wielkiej Brytanii i Kanady. Przede wszystkim w poszukiwaniu pracy, ale również, aby wreszcie zaznać spokoju i być daleko od skinów oraz rasistowskich wyzwisk.

Z badań socjologicznych wynika, że dla większości Czechów Cyganie są tylko uciążliwymi sąsiadami. Bezrobocie wśród Cyganów sięga 90. proc. Jeżeli o to samo miejsce pracy ubiegają się Czech i Rom, regułą jest zatrudnienie Czecha. W ostatnim spisie ludności do narodowości romskiej przyznało się w Republice zaledwie 12 tys. osób. Po spisie w 1991 roku Cyganów było ponad 30 tys. Wyniki te świadczą o tym, że albo Romowie faktycznie masowo opuszczają Czechy albo po prostu boją się przyznać do swojej narodowości.

Autor artykułu: (two)

Schronisko prowadzi komputerową rejestrację psów

July 19th, 2002

W maju tego roku Koło Miejskie Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Cieszynie złożyło w Ratuszu propozycję wprowadzenia nad Olzą sytemu rejestracji i identyfikacji psów, który miałby polegać na wszczepianiu zwierzętom mikrochipów. Program taki działał w Tychach. Władze Cieszyna zwróciły się więc do prezydenta miasta o opinię na temat prowadzonej tam identyfikacji.

Program wdrażano w Tychach w latach 1998-1999. W założeniu miał on ułatwić ściąganie podatku od psów oraz umożliwić identyfikację ich właścicieli. System wdrażał Zarząd Główny TOnZ, a jego koszt nie obciążał właścicieli czworonogów, gdyż w całości był pokrywany z kasy miasta. W ciągu dwóch lat z 7,5 tys. psów 2,8 tys. wszczepiono mikrochipy. Kosztowało to aż 183 tys. zł, więc w 2000 roku Tychy poddały się i zaprzestały identyfikacji zwierząt. Jak się okazało, mimo że psy nosiły mikrochipy ich właściciele dalej nie płacili podatku. Podobnie było zresztą w wielu miastach Polski, w tym w Bielsku-Białej, dlatego Cieszyn poinformował TOnZ, że obecnie miasta nie stać wprowadzenie i realizację kosztownego systemu rejestracji i identyfikacji czworonogów.

Niezrażeni tym opiekunowie psów postanowili sami wprowadzić autorski program w Cieszynie. – Ból przy wszczepianiu psu mikrochipa jest minimalny, jak przy ukłuciu igłą, a korzyści z jego zastosowania ogromne – tłumaczy Mieczysław Kowalczyk, szef cieszyńskiego schroniska dla psów, w którym ostatnio rozpoczęto akcję identyfikacji i rejestracji komputerowej czworonogów mikrochipami. Na razie oznakowano w ten sposób kilka z czterdziestu psów przebywających w schronisku, jednak jego właściciel liczy, że wkrótce poszerzy program również o psy z innych gmin powiatu. Taki przynajmniej ma plan.

Mikrochip kosztuje 35 zł. Za jego wszczepienie trzeba dodatkowo zapłacić ok. 15 zł. Po oznakowaniu psa, w małym urządzeniu zapisywane są podstawowe dane: numer, informacje o właścicielu, szczepieniach czworonoga i czy jest za niego regularnie płacony podatek. Po przyłożeniu do szyi psa czytnika, wszystkie te dane pojawiają się na ekranie komputera.

Właściciel schroniska wprowadza program identyfikacji i rejestracji komputerowej na własny koszt. Dlatego na razie wszczepia mikrochipy swoim psom, ale namawia do skorzystania z usługi wszystkich opiekunów czworonogów. – Z mikrochipami jest jak z dowodem rejestracyjnym samochodu. Gdy chcemy sprzedać psa, musimy go najpierw wyrejestrować i podać dane nowego właściciela – tłumaczy Mieczysław Kowalczyk. Mikrochipy mają też inną zaletę. Gdy oznakowany pies zostanie wyrzucony przez właściciela albo wałęsa się po mieście bez opiekuna, łatwo można dowiedzieć się, do kogo należy i ukarać taką osobę.

Władze miasta na razie nie zmienią zdania i nie włączą się w “czipowanie” psów. – Kiedyś chcieliśmy nawet zwalniać właścicieli od płacenia podatku za psa, żeby zamiast tego decydowali się na wszczepienie mu mikrochipa. Uznaliśmy jednak, że egzekwowanie tego przepisu byłoby bardzo trudne. Program identyfikacji przećwiczyło wiele miast w Polsce i kilka się z niego wycofało, dlatego my postanowiliśmy, że nie wdrożymy podobnego systemu w Cieszynie – tłmumaczy burmistrz Bogdan Ficek. Jak postąpią inne gminy powiatu?

Autor artykułu: WOJCIECH TRZCIONKA

Czy Polonia przystąpi do trzecioligowych rozgrywek?

July 18th, 2002

Wczoraj, pisząc o kolejnych ubytkach, jakich doznała trzecioligowa drużyna piłkarska Polonii Bytom, zadaliśmy pytanie, kto następny? Na odpowiedź długo nie trzeba było czekać. Rezygnację z funkcji trenera drużyny złożył Bolesław Gruszka.

44-letni Gruszka jako piłkarz jest wychowankiem Polonii. Rozpoczynał w ataku, ale dość szybko zadomowił się na lewej obronie i tam grał najczęściej. Po “trzydziestce” zakotwiczył w Ruchu Radzionków. Jeszcze grał, a potem został trenerem. W tej ostatniej roli znów zawitał do Polonii, najpierw jako asystent Janusza Małka, a potem samodzielny trener drużyny, którą utrzymał w III lidze.

- Złożyłem rezygnację, bo przestałem wierzyć, że moja praca przyniesie efekty – powiedział wczoraj ,DZ” Gruszka. – Na ostatnim treningu było piętnastu zawodników. Dwóch, Dariusz Okoń i Mariusz Wiśniewski, w ogóle się nie przebrało, czterech, Wojciech Szeląg, Mirosława Wania, Grzegorz Gadziński i Piotr Lasyk, zapowiedziało, że owszem będą się ruszać, by nie stracić formy, ale teraz skupią się na poszukiwaniu pracy. Był jeszcze Paweł Knapik, ale on jest zawodnikiem Orła Bobrowniki i wnet tam wróci. Byli także Daniel Kapinos i Tomasz Buffi, ci jednak raczej na pewno w Polonii grać nie będą. Stawkę uzupełnili bramkarz Dawid Kin z Radzionkowa oraz pięciu byłych juniorów z MOSM-u. To efekt decyzji o finansowaniu drużyny tylko premiami za punkty. Zawodnikom nie chodzi o jakieś wielkie pieniądze, ale na przykład o zapewnienie im pracy, by mieli na czym się oprzeć w życiu, a na sport wykorzystywaliby swój wolny czas. Aby wygrywać w III lidze, trzeba się mocno napracować, ale najpierw trzeba mieć drużynę. W klubie musi być wszystko poustawiane, tak by zawodnicy nie żyli w niepewności. Wtedy można próbować. Ale ja już nie wierzę, by w Polonii dało się to jeszcze poukładać i stąd moja decyzja.

Prezes Polonii, Edward Lonka, w przeciwieństwie do szkoleniowca wierzy jeszcze w wyjście z kłopotów.

- Decyzję trenera muszę uszanować – mówi – ale do końca tygodnia powinno się jeszcze wiele wyjaśnić. Cały czas poszukuję dróg wyjścia.
Wydeptuję ścieżki do Urzędu Miejskiego, rozmawiam z wieloma ludźmi. Do Stanisława Zasady miała zgłosić się pewna grupa zainteresowana akcjami sportowej spółki. Może to coś da. Prowadzenie drużyny zaproponowałem Dariuszowi Okoniowi i Wojciechowi Szelągowi. Najważniejszą sprawą jest teraz znalezienie pracy dla zawodników, a na już, dopilnowanie, by ta grupa, która jeszcze pozostała, nie rozsypała się. Mimo wszystko uważam, że lepiej zagrać w III lidze nawet z juniorami, niż nie zgłosić się w ogóle i zostać zdegradowanym do “okręgówki”. Nie tracę nadziei, a nieprzystąpienie do rozgrywek będzie moją największą porażką – zakończył prezes.

Planowany sparing z Sośnicą Gliwice został odwołany. Na razie jeszcze aktualny jest mecz ze Spartą Zabrze, w najbliższą sobotę o godz. 11.00 przy Olimpijskiej. Jednak to, co zebrało się nad Polonią, to już nie czarne chmury, to już raczej czarna rozpacz.

Autor artykułu: JACEK BŁASIAK